Tag Archives: indyki

Szybka Piątka 29.03.16

Równo miesiąc po pierwszym poście z serii, wielka i szybka piątka powraca! A w niej cztery ciekawe produkcje znajdujące się w fazie Early Access oraz symulator managera rzymskich gladiatorów! Oto dzisiejszy zestaw:
Age of Gladiators
Age of Gladiators – 9,99€
Gra strategiczna polegająca na wcieleniu się w opiekuna i zarządce rzymskich gladiatorów brzmi doskonale, prawda? Przypadek AoG pokazuje jednak że nie zawsze dobry pomysł oznacza też dobrą grę. Samouczek oferowany przez produkcję przedstawia nam tylko ułamek wszystkich funkcjonalności które możemy (a raczej musimy) wykorzystać aby nie rozpoczynać gry od nowa po zaledwie kilku walkach. Dodatkowo oprawa graficzna praktycznie nie istnieje, wszystkie dane otrzymujemy w postaci grafów i cyferek. Jeżeli istnieją gry “easy to learn, hard to master”, to AoG jest jedną z tych “hard to learn, easy to master”. Nie zostałem porwany, mimo swojej wielkiej miłości chociażby do Football Managera. Osobiście nie rekomenduję.
Caveblazers
Caveblazers – 4,99€
Tu z kolei produkcja, którą mogę z całego serca polecić, mimo iż znajduje się w fazie early access. Caveblazers to gra bardzo mocno inspirowana kultowym Spelunky, w którego freeware’ową wersję zagrywałem się swego czasu nie mając jeszcze dostępu do steama, a którego płatną wersję na Vitę męczyłem przez naprawdę długi czas (i nigdy nie skończyłem!). Caveblazers do permadeatha, losowego generowania świata i zwiedzania jaskiń słabym, łatwym do ubicia górnikiem dodaje specjalne błogosławieństwa, które możemy zbierać w losowych punktach mapy oraz elementy uzbrojenia które zamieniając, zamieniamy też statystki naszego górnika takie jak poziom zdrowia czy ilość obrażeń zadawanych ciosami z dystansu lub w starciach na małą odległość. Patentem wybijającym się w Caveblazers ponad przeciętność jest obecność “ghostów”, czyli sterowanych przez komputer górników, mających symulować doświadczenie grania z innymi graczami. Owe duchy mogą nam pomóc, lub zaszkodzić, co jest zupełnie losowe (bardzo podobne do patentu multiplayerowego z serii Souls). Za tą cenę w fazie Early Access pozostaje mi tylko polecić Caveblazers z całego serca. Jeżeli gra dalej będzie się tak dobrze rozwijała, to jestem dobrej myśli.
Holodrive
Holodrive – 9,99€ (Early Access Supporter Pack), w przyszłości F2p
Zaskakująco udane połączenie Quake’a i platformówki. Multiplayer-only gra w której po wielopoziomowych arenach biegamy robotami, by z upływem czasu wyeliminować jak najwięcej wrogów przy użyciu naprawdę wymyślnego i zróżnicowanego arsenału. Pozytywem jest to, że gra mimo bycia indykiem, nie może narzekać na problem pustych serwerów, przez który padło już wiele świetnie zapowiadających się produkcji. Jeżeli ktoś nie chce płacić 10 euro i ryzykować, może poczekać do oficjalnej premiery, ponieważ wtedy Holodrive przejdzie na model F2P, z opcjonalnymi płatnościami za skórki dla postaci i experience boosty. Warto dać szansę, zwłaszcza gdy gra będzie już darmowa.
The Sentient
The Sentient – 12,99€
Tak prawdopodobnie wyglądałoby FTL, gdyby było trochę bardziej skomplikowane. Do losowo generowanych galaktyk i zupełnie randomowych starć w kosmosie naszym własnym statkiem autorzy dorzucili możliwość samodzielnej rozbudowy statku, decydowania o rozłożeniu pokoi we wnętrzu naszego okrętu oraz statystyki dla każdego członka naszej załogi, które bardzo często decydują o wynikach starć. Na tą chwilę ilość zdarzeń losowych jest dość mała, ale myślę że wraz z rozwojem gry wzrośnie. Polecam mieć na oku.
Split
Split – 9,99€
Jedna z najlepszych gier logicznych w jakie ostatnio zdarzyło mi się zagrać. Split mimo wysokiej ceny oferuje piękną oprawę graficzną i wymagające ruszenia głową zagadki. Gra korzysta z Unreal Engine 4, więc w połączeniu z prostym, aczkolwiek miłym dla oka designem poziomów robi wrażenie. Rozgrywka polega na odpowiednim zarządzaniu kwadratem, który może jednym kliknięciem zamieniać się na dwa mniejsze. Główkowanie przy kolejności przełączania dźwigni i guzików rozmieszczonych na mapie tak aby dostarczyć zespolony kwadrat do teleportu na końcu każdego z 16 dostępnych na tą chwilę poziomów wymaga czasami pogłówkowania, jednak nie odstrasza przegrzaniem szarych komórek. Zdecydowanie polecam Split, a jeszcze bardziej, gdy kiedyś pojawi się wersja na telefony z Androidem/iOS (a mam nadzieję, że tak będzie)

Advertisements

Szybka Piątka 29.02.16

Skoro nadszedł czas liceum, stwierdziłem że można na spokojnie wrócić do luźnego blogowania. Szybka Piątka będzie wychodzącym co kilka dni zbiorkiem pięciu gier indie które w ostatnich dniach wpadły mi w łapy na steamie z krótkimi recenzjami.
header
Pointless – 0,89€
Tytuł gry mówi za siebie wiele, prawda? Pointless opiera się na niesamowicie prostej, ale i wciągającej mechanice rozbijania pojawiających się na ekranie kropek na coraz to większe ich grupy. Przy naszym zadaniu pomaga nam dość bogaty zestaw power-upów które co jakiś czas pojawiają się na polu gry. Głównym problemem Pointless jest.. bezcelowość. Nie ma żadnych zaawansowanych trybów gry, fabuły, celu. Dostajemy pustą planszę z jedną kropką i gramy do znudzenia. Sama mechanika jest dość wciągająca (syndrom Cookie Clickera) jednak po ok. 40 minutach odblokowujemy wszystkie achievmenty i motywy dostępne w grze. Wtedy już nasza gra jest (hehe) bezcelowa.

header (4)
Reagan Gorbachev – 9,99€
Reagan Gorbachev mocno zaskoczyło mnie tematyką. Jest to gra inspirowana dość mocno Hotline Miami w której wcielamy się w byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych i byłego Sekretarza Generalnego ZSRR. Naszym zadaniem jest połączyć siły obu polityków, porwanych przez militarnych ekstremistów i uciec z więzienia. Gra zawiera nawet tryb kooperacji którego niestety nie udało mi się sprawdzić. Mogę natomiast powiedzieć że podczas gry w pojedynkę, gracz jest karany na każdym kroku. Kontrola dwóch postaci między którymi można się dowolnie zmieniać w momencie gdy przeciwnicy zabijają nas jednym uderzeniem/strzałem niesamowicie frustruje, a w momencie śmierci którejś z postaci musimy zaczynać cały poziom od początku. Obaj bohaterowie mają nieco inne umiejętności potrzebne do otwierania przejść na poziomie, w związku z czym nie można sobie pozwolić na przejście całego poziomu jednym z nich, drugiego zostawiając w punkcie spawnu. Dodatkowo sprawę utrudnia ograniczona widoczność i nadwrażliwość AI przeciwników, któremu zdarza się widzieć nas przez ściany. Lekko odstrasza sama cena. Polecam na wyprzedaży lub w bundlu, najlepiej z osobą do kooperacji.

header (2)
On My Own – 7,99€
Jedna z wielu survivalowych gier, których przybywa coraz więcej, i są coraz gorszej jakości. Gracz wciela się w nieznanego mężczyznę/kobietę i próbuje przeżyć w lesie cztery pory roku, nie umierając z głodu. Główny problem On My Own polega na tym, że była to produkcja pierwotnie stworzona na telefony z systemami iOS/Android i przeniesienie gry na pecety nie wyszło grze w żaden sposób na dobre. Pixelowy styl graficzny jeszcze jakoś się broni, czego niestety nie można powiedzieć o sterowaniu, które opiera się na systemie point’n’click, gdzie kursor zastępuje nam palec przy sterowaniu na telefonie. Niestety system hitboxów różnych przedmiotów bardzo zawodzi przez co do wykonywania najprostszych akcji (np ścięcie drzewa) trzeba podchodzić kilkukrotnie, w międzyczasie przypadkowo wypuszczając coś z ekwipunku (otwiera się go klikając na bohatera). Poza tym jest to bardzo porządnie wykonana gra survivalowa, ale nie posiada żadnego efektu “wow”, poza zmienną zależnie od pory roku pogodą. Chętnym polecam najpierw sprawdzić darmową wersję na smarfony

header (3)
Spacejacked – 8,99€
Dość sztampowe połączenie tower defense z platformówką. Jesteśmy kapitanem statku kosmicznego któremu pierwszego dnia kosmici porywają całą załogę. Każdego “dnia” w grze nasz statek jest atakowany przez kolejne hordy obcych, dość zróżnicowanych pod względem statystyk. Podczas obrony naszego statku pojawia się najbardziej interesujący aspekt rozgrywki, czyli wielopoziomowość. Nie mamy tutaj określonego poziomu na którym działamy podczas obrony, tylko musimy co chwila teleportować się do różnych pomieszczeń statku, bo obcy nie atakują cały czas jednego miejsca. Gra w ten sposób zmusza nas do zarządzania finansami na wieżyczki wspomagające naszą obronę, i czasem trzeba sprzedawać szybko uzbrojenie kupione w jednym pokoju, żeby szybko postawić je w drugim. Gra nie wybacza błędów i w przypadku dostania się obcych do rdzenia (każdy pokój ma swój własny) i zniszczenia go musimy powtarzać cały dzień w grze od nowa. W tej cenie mimo wszystko polecam tylko fanom gatunku TD.

header (1)
Asteroid Bounty Hunter – 4,79€
Gra z którą z całego zestawienia wytrzymałem najkrócej. Jest to wtórny do bólu space shooter, w którym zamiast hord obcych statków masakrujemy lecące w naszym kierunku asteroidy. Co jakiś czas zdarza się walka z minibossem/bossem, którzy są ani ciekawi, ani specjalnie skomplikowani. W gwałceniu bogu ducha winnych asteroid pomagają nam umiejętności specjalne które z czasem odblokowuje nasz statek, jednak frajda z ich używania jest równa frajdzie z oglądania “Zjawy” więcej niż jeden raz. Poniżej pewnego (i tak niskiego) poziomu space shooterów, niestety. Nie polecam z całego serca.

EXTERMINATE! // Beton – Freaking Meatbags #1

Game-Logo

Gra: Freaking Meatbags
Developer: Wild Factor
Faza: Bliżej nieokreślona alpha
Gdzie kupić: Steam (9 euro)
Poprzedni raport: Brak

Zaczynam nietypowo. Na pewno wielu z was grało kiedyś w KotORa, jak i jego sequel, czyli Sith Lords. Jednym z bohaterów, który mógł dołączyć do naszej drużyny był HK-47, robot zabójca, nienawidzący ludzi i posiadający własną świadomość. Otwarcie nazywał wszystkie istoty humanoidalne “Workami na mięso”, mimo że pomagał głównemu bohaterowi który przecież był człowiekiem, i jak się później okazuje, jego stwórcą. Osobiście jestem wielkim fanem postaci HK-47 i pewnie jeszcze długo żaden bohater drugoplanowy nie zrobi na mnie takiego wrażenia jak ten zabójczy, arogancki robot.

Dlatego gdy zobaczyłem na steamie produkcję której tytuł od razu przypomniał mi o jednej z moich ulubionych postaci z Expanded Universe, to poważnie się zainteresowałem. Freaking Meatbags jest osadzone w dalekiej przyszłości, w której wyższą rasą są roboty. Jesteśmy pracownikiem robociej korporacji, który zostaje wysłany do układu słonecznego, po to aby wydobyć z osadzonych w nim planetach wszystkie “niezbędne surowce”. Oczywiście jak zwykle nie wszystko idzie tak, jak powinno i zamiast spokojnie zająć się wydobyciem jesteśmy atakowani przez tabuny “dzikich robotów”. Na szczęście jednak na każdej planecie spotykamy ludzi i inne humanoidy, niezwykle skore do uległości, i możemy skupić się na obronie bazy, podczas gdy oni jak mróweczki będą nam przynosić na statek potrzebne minerały.

Tak, dokładnie, Freaking Meatbags to połączenie strategii w stylu Castle Story z klasycznym Tower Defense. Pomysł nie jest zbyt oryginalny, obronę bazy wydobywczej mogliśmy zobaczyć chociażby w Nom Nom Galaxy, tyle że tam oprócz obrony sami musieliśmy wydobywać surowce. Nie wychodziło to jakoś świetnie i często frustrowało. We Freaking Meatbags natomiast element Tower Defense jest tym najbardziej rozbudowanym. Z każdą poznawaną planetą odkrywamy kolejnych przeciwników i kolejne elementy uzbrojenia, które pozwolą nam uniknąć zniszczenia bazy, co doprowadzi do porażki.

Resource-management

Przegrać możemy też w momencie w którym wszystkie jednostki pod naszym dowództwem zostaną zabite. AI humanoidów pozostawia wiele do życzenia i bez większego problemu pakują się pod lufy dwa razy większych zdziczałych robotów. Ba, nawet w drodze po surowce z bazy nie obierają różnych ścieżek, tylko poruszają się jak pociągi, jedną, wyznaczoną trasą. Co prawda zmienia się to wraz z upgrade’ami, które są kolejną rozbudowaną rzeczą we Freaking Meatbags. Za pomocą specjalnej maszyny mieszamy DNA dwójki naszych podwładnych, i uzyskujemy “silniejszą” wersję humanoida. Po dłuższej chwili rozgrywki ilość kombinacji DNA jest duża, i często zaskakuje (oczywiście jeżeli nie zaglądamy do podpowiedzi).

Oprawa graficzna i dźwiękowa stoją na przyzwoitym poziomie. Nie przekszadzają ani jakoś szczególnie nie zaskakują. Ładnie wyglądają animacje wrogich robotów, zresztą tak jak i głównego bohatera. Dobrze wykonany pixelart z paroma niepotrzebnymi shaderami.

Czy w obecnej fazie rozwoju Freaking Meatbags jest warte uwagi? Jeżeli jest się fanem Tower Defense, jak najbardziej. Gra dostacza sporo rozrywki, choć myślę że w trochę mniej rozbudowanej wersji byłaby idealna na smartfony, a nie pecety. Tutaj są o wiele bardziej rozbudowane strategie, a i lepszych Tower Defense nie brakuje. Mam jednak wrażenie że gra w miarę rozwoju pokaże pazury i będzie dla mnie czymś więcej niż zapychaczem czasu.
Do przeczytania!
K.

Pixeljunk Zupa // Beton – Nom Nom Galaxy #1

Gra: Nom Nom Galaxy
Developer: Q-Games, Ltd
Faza: Alpha 00.03
Gdzie kupić: nomnomgalaxy.com (19USD) lub steam (19€)
Poprzedni raport: Brak

To może być jedna z najlepszych gier inspirowanych luźno wynalazkami ery Minecrafta i Terrari. Najnowsze dzieło Q-Games, które powinno zwać się PixelJunk Inc. jest kolejnym “diggame” od której ciężko będzie się oderwać w późniejszym etapie jej rozwoju. Teraz zawartości jest mało, ale wciąż starcza na wiele godzin gry.

W wersji alpha 00.03 do naszej dyspozycji zostają oddane trzy mapy + jedna na której uczymy się podstaw rozgrywki. Naszym głównym celem jest dumne reprezentowanie naszej korporacji produkującej.. zupę i zdominowanie rynku posiłkami, które wykonujemy zbierając i łącząc odpowiednie rośliny i loot z wszelkiego rodzaju napotkanych zwierząt. System craftowania zup jest bardzo przejrzysty a także tym, że na każdą beczkę zupy wywożoną z fabryki musimy własnoręcznie wykonać szukając nowych składników zmusza nas do wyboru: Czy chcemy produkować kiepskiej jakości, tanie zupy ze składników dostępnych na wyciągnięcie ręki, czy też wolimy natrudzić się, żądając za ekskluzywny towar większej ilości pieniędzy? I co mamy zrobić z fabryką gdy skończą się składniki do danego typu zupy? Wyburzyć, przy okazji narażając całą, świetnie funkcjonującą linię produkującą różne typy zup? Gra zmusza do myślenia pod tym względem, i ryzykując łatwo jest przegrać.

Przegrywamy w momencie, gdy nasza baza zostaje zniszczona przez ZŁE roboty ZŁEJ korporacji która także produkuje zupy. Pojawia się tu motyw małej, wesołej fabryki która walczy z BARDZO-ZŁĄ-KORPORACJĄ która robi wszystko by zmieść z powierzchni ziemi swojego wroga. Liczę że w późniejszej wersji gry BARDZO-ZŁA-KORPORACJA wysili się na więcej niż wysłanie do ataku dziesięciu dron bojowych na krzyż, walczących techniką “wlecę między wieżyczki fabryki i zacznę strzelać dookoła, będzie dobrze”. Po mniej więcej dwóch podejściach do gry będziemy wiedzieli jak przygotować się na ewentualny atak i łatwo go zatrzymamy. Zawodzi też poziom trudności. Do zwycięstwa, czyli osiągnięcia 100% wpływów rynkowych wystarczy 10-11 dni regularnego wysyłania zup w kosmos. Przeciwnikowi, którego stan majątkowy wyświetlany jest na ekranie, idzie zawsze jak po grudzie, i przegrać z nim w sposób inny niż utrata bazy to wstyd dla każdego. Do poprawki, bo w grze nie ma nawet chwili napięcia i nerwów o swoją pozycję na rynku zup.

Duży minus idzie też na konto Nom Nom Galaxy ponieważ gdy już wygramy na danej planszy, to gra automatycznie przenosi nas do menu głównego. Nie widzę opcji, żeby udało się odblokować chociaż 50% przedmiotów dostępnych w menu ulepszeń. Zawsze można zaprzestać chwilowo produkcji zupy, po to by pogrzebać w ziemi w poszukiwaniu punktów researchu, ale takie rozwiązanie jest strasznie dziwne. Na szczęście ilość przedmiotów które możemy wynaleźć wynagradza wszystkie smutki. Do gry dodano już chociażby pojazdy, bardzo ułatwiające wydobycie.

Zadziwia nastomiast różnorodność flory i fauny, z której możemy kleić nasze zupki, oraz z którą będziemy walczyć o miejsce na mapie. Mam wrażenie że do tej pory nie zobaczyłem wszystkich mobów w grze. Projektanci w Q-Games spisali się na medal. To samo mogę powiedzieć o oprawie graficznej. Totalnie nie przywołuje na myśl gier Terrariopodobnych, bardziej wesołe, dobrze wyglądające w ruchu platformery.

Jednak te wszystkie wady i zalety o których napisałem nie mają znaczenia, gdy zaczniemy kopać i budować. Gdy już wciągnąłem się w planowanie rozłożenia budynków na mapie, systemu łatwego wydobycia surowców, rozłożenia korytarzy, to nie zwracałem uwagi na bugi. Po prostu kopałem i budowałem, aż do zakończenia dnia roboczego. Pojawia się tutaj u mnie efekt starych wersji Minecrafta, gdzie także chciałem zrobić wszystko wokół swojej bazy, tylko po to aby spokojnie spędzić noc. Tutaj też myślę tylko i wyłącznie o tym, jak dobrze umocnić zabezpieczenia bazy przed następnym dniem, w którym być może zostanę zaatakowany. Fenomenalne uczucie, i mam nadzieję że kolejne wersje będą jeszcze lepsze.

Czy warto kupić nową część PixelJunk, nie nazwaną PixelJunk? Pamiętając że Minecraft w wersji Beta kosztował 15 euro, a nowa produkcja Q-Games działą na mnie dokładnie tak samo, to zdecydowanie warto zainwestować te 19 USD, za które możemy nabyć grę na stronie twórców (tabelka u góry). Serdecznie polecam, bo z tej gry może wyjść bardzo strawna zupa.
Do przeczytania!
K.

Robaczek na kółkach i narkotykach // Beton – Krautscape #1

Na początek wyjaśnienie. Beton będzie osobną serią tekstów o grach które są udostępniane w usłudze early acess poprzez steama, lub też są po prostu tech demami, alphami i prototypami. Jeżeli jakaś gra przypadnie mi do gustu, to co jakiś czas będę do niej wracał i opisywał zmiany które zaszły od momentu pojawienia się ostatniego tekstu.

Na pierwszy ogień leci Krautscape, niewielka gra wyścigowa będąca dziełem Mario von Rickenbacha. Produkcja trafiła do usługi Early Acess, w tej chwili kosztuje 8 euro i jest w fazie bety.

Czym jednak różni się Krautscape od innych indyczych wyścigów? Jest kilka różnic. Po pierwsze, trasa każdego wyścigu jest generowana podczas jazdy. Bynajmniej nie jest losowo generowana, generują ją sami gracze. W jaki sposób? Otóż tor po którym się poruszamy jest podzielony na pasy. Każdy z nich odpowiada za wygenerowanie następnego odcinka trasy za punktem kontrolnym. System genialny i prosty do zrozumienia. Jeżeli gracz który aktualnie prowadzi przejedzie przez bramkę jadąc po prawej stronie toru, to automatycznie tor zostaje skierowany w prawo. Co ciekawe nigdy nie zdarza się tak, że jeden gracz od początku do końca wyścigu ustala trasę. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nasze pojazdy przypominające kształtem zgrabne robaczki potrafią latać! Dokładnie tak, w każdym momencie gry możemy się przeistoczyć w mały szybowiec i jednym sprawnym ruchem wyprzedzić wszystkich przeciwników. Oczywiście wtedy gdy nie ograniczają nas barierki.

Owe barierki to jedna z kilku przeszkadzajek które możemy ustawić na trasie przeciwników. Na tę chwilę jest ich niewiele, ale każdy bywa niezwykle funkcjonalny. Możemy postawić betonowy blok na trasie nieświadomych niczego rywali, sprawić że przez pewien czas nie będą mogli latać czy też wznieść gigantyczną pętle na trasie, której pokonanie bez odpowiedniej prędkości jest niemożliwe. Świetna sprawa, kolejne urozmaicenie rozgrywki.

Gra jako beta posiada jednak sporo niedoróbek. Często nasi przeciwnicy zamieniają się w festiwal klatek, niezależnie od tego jakie łącze inernetowe posiadamy. Tak, Krautscape jest grą posiadającą, poza tutorialem i trybem practice (w którym możemy poćwiczyć budowanie torów) tylko i wyłącznie tryb multiplayer (zarówno lokalny, jak i po sieci). W związku z tym pojawia się kolejny problem: nie za bardzo jest z kim na razie grać. Jedynym trybem który udało mi się z tego powodu przetestować jest standardowy wyścig, w którym wygrywa ten, kto pierwszy przejedzie przez 50 bramek na torze. Szkoda, bo dwa pozostałe tryby wyglądają zachęcająco. Nie wiadomo też czy w przyszłości zostanie dodany jakiś tryb singleplayer, chociaż myślę że tego typu gry najlepiej smakują online.

Mimo tych niewygód w Krautscape gra się naprawdę przyjemnie. Oczywiście wciąż zdarzają się błędy kolizji (protip: nie jedźcie cały czas bokiem trasy, barierki potrafią wyrzucić poza tor) a model latania nie został do końca dopracowany, ale sądzę że za osiem euro warto dać grze szansę, zwłaszcza, jeżeli znudziły wam się już typowe wyścigi, w których wygrywa ten z najszybszym pojazdem. Będę jeszcze informował o rozwoju tej produkcji, bo wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Do przeczytania!
K.

Tango Down // Breach & Clear

Osiem lat. Tyle musiałem czekać na godnego następcę mojej ukochanej serii SWAT. W życiu nie przypuszczałbym, że pierwsza dobra commando-strategia od wielu lat przybędzie do mnie jako port z urządzeń mobilnych. Podchodziłem do Breach & Clear z dużą niechęcią, pamiętając tragicznie przerzuconą na pecety ARMA: Tactics. Po czterech godzinach rozgrywki, potrzebnych na skończenie pierwszej z trzech kampanii, wiem że moja niechęć była niepotrzebna, a przerodziła się jedno z największych zaskoczeń growych w tym roku.

Na początku gry wybieramy sobie klasy czterech żołnierzy, przypisujemy ich do oddziału komandosów (jest ich od groma, ja swoją wesołą brygadę przypisałem do SEALs) i możemy zaczynać. Przedtem najlepiej jest przejść krótki tutorial, a w pięć minut nauczymy się podstaw rozgrywki. Potem wybieramy sobie jedną z trzech kampanii. Każda skupia się na innnym stylu gry i celach misji. W pierwszej chodzi o wybicie wszystkich terrorystów na mapie, w drugiej rozbrajamy bomby, a w trzeciej musimy się ewakuować z pola walki. Każda kampania ma siedem rozdziałów po pięć misji trwających po 10-15 minut. Z reguły każdą z nich da się przejść za jednym podejściem, jednak zdarzają się przypadki, gdy musimy przemodelować swój zespół i jego ekipunek dostosowując się do warunków na mapie. Naprawdę fajna sprawa, parę razy zdarzyło mi się zasiedzieć nad ekwipunkiem mojej drużyny. Czemu? Ponieważ ilość broni, kamuflaży i sprzętu dostępnego w grze jest przeogromna, i każdy z rodziałów da się przejść po kilka razy, z innym uposażeniem i taktyką. Dodatkowo za każdym razem przeciwnicy są inaczej rozmieszczeni na mapie, patrolują zachowując naprawdę świetną czujność. Nie czuć że AI było pisane pod grę na tablety. Sama walka to nieskomplikowany, ale widowiskowy system, dający poczucie mocy i tego, że naprawdę kontrolujemy oddział świetnie wyszkolonych marines, a nie przypadkowych żołnierzy. Wpadamy, zabijamy, flashbang, kolejny pokój, granat gazowy, wpadamy, zabijamy. Każdą z misji da się zamknąć w mniej niż 20 turach, nie tracąc żołnierzy. Przy czym gdy już stracimy jakiegoś (wystarczy chwila nieuwagi) da się to wyraźnie odczuć. Przy czym wszystko w tej grze współdziała tak, że przy odrobinie myślenia możemy szybko dostosować taktykę do sytuacji na mapie. Jedną z trudniejszych misji w Kolumbii udało mi się ukończyć jednym żołnierzem. Da się.

Graficznie produkcja nie robi wielkiego wrażenia. Jest poprawnie, widać że co do wersji mobilnej wprowadzono sporo poprawek, i to wszystko. Często zdarza się przenikanie obiektów czy inne niespodzianki, ale tutaj liczy się gameplay. Soundtrack jest poprawny, standardowe pląsy do gier w klimatach wojennych. Jestem pewien że gdyby ktoś puścił mi OST bez podawania tytułu gry, powiedziałbym że to z któregoś Call of Duty. Nie ziębi, nie grzeje. Jest.

Czy warto? Jak najbardziej. 10 euro za 12 godzin spędzonych w trzech doskonałych kampaniach to świetna cena. Jak ktoś lubi turówki, albo kochał serię SWAT, to bez żadnych argumentów przeciw powinien wędrować na steama . Zawsze można sprawdzić trochę tańszą wersję mobilną, ale to na pececie Breach & Clear robi największe wrażenie. Polecam serdecznie.
Do przeczytania!
K.

Nie kop pod siebie // SteamWorld Dig (PS4)

Jezu, kolejna gra o kopaniu dołów. Mam słabość do takich produkcji. Zawsze czuję się w obowiązku sprawdzić, co znajduje się “jeszcze dalej w dół”. Jak zwykle się nie zawiodłem. Mam wiele zarzutów co do nowej produkcji Image & Form Games, ale na wstępie powiem: jak lubisz kopać w ziemi, po to by znaleźć masę świecących kamieni które później zamienisz na lepsze narzędzia, pozwalające Ci kopać jeszcze głębiej, to śmiało możesz wyciągać z kieszeni 35 polskich złotych. To będzie radosne pięć godzin parcia w dół i 10/10. Oto Steamworld Dig, lecimy.

A teraz recenzja dla tych, co to indyków nie lubią. Na początku naszej rozgrywki poznajemy głównego bohatera. Robota-kowboja. Ów Robot dziedziczy po swoim krewnym kopalnię i zaczyna rozkręcać biznes. Po każdym dniu pracy zanosimy wygrzebane spod ziemi drogocenne kamienie, i wymieniamy je na pieniądze u.. niebieskoskórego robota (?) płci żeńskiej. Tuż obok stoi wujek robo.. robotki? Wujek chętnie sprzedaje nam ulepszenia do kilofów, pozwala zwiększyć pojemność kieszeni, a po pewnym czasie można u niego wykupić dynamit, drabinki czy lampy gazowe, czasami bardzo potrzebne w sytuacji kryzysowej. I tak mogłoby sobie SteamWorld Dig płynąć, ale już w pierwszych dniach odkrywamy tajemne przejście do sektora, w którym stoi “pierścień ulepszenia”. Po wejściu w pierścień nasz bohater otrzymuje nową moc. Każda z mocy (łącznie jest ich 9) jest bardzo przydatna od momentu jej otrzymania aż do końca gry, i widać że wszystko zostało przemyślane w tej kwestii. Trochę szkoda, że pod koniec gry stajemy się hybrydą Faith z Mirror’s Edge i Terminatora. Przez końcowego bossa można się przebić jak przez masło, a wcześniej nie jest tak kolorowo. Bu. Wraz z odkrywaniem kolejnych komnat z perkami, fabuła idzie do przodu. Nie jest to nic ambitnego, miła, żeby nie powiedzieć baśniowa opowieść z sekretami w tle. Tyle że fabuła też się urywa. Odkrywamy kolejne skrawki historii naszego krewnego i nagle.. bum! Boss, koniec gry, dziękuję. Ale umówmy się, w tego typu produkcjach liczy się gameplay. A ten jest super. Odkrywanie kolejnych poziomów naszej kopalni to czysty fun. Graficznie jest bardzo porządnie, czuć że pierwotną platformą SD był 3DS, więc artstyle nie jest tak ambitny jak w Raymanach, ale wszystko wygląda ok. Muzycznie było ponad przeciętność, ponieważ cały soundtrack jest klimatyczny i pozwala się wczuć w atmosferę dzikiego zachodu.

SteamWorld Dig da się skończyć w cztery godziny (przynajmniej mi się w tyle udało). Gra posiada trofkę za ukończnie kampanii w 2.5h, ale speedruny w takich tytułach to nic ciekawego. Czy warto kupować już teraz? Jeżeli kochasz Terrarię/Spelunky/obie wymienione to jak najbardziej! Cena jest śmiesznie mała, a kupując grę w wersji na PS3, na Vitę pobierzemy ją bez dodatkowych opłat. Więc, fani kopania, do zakupów!. A reszta? Poczekajcie na promocję, i kupcie. Warto sprawdzić, zwłaszcza, jeżeli nie grało się ani na PC, ani na 3DSie. Steamworld Dig to naprawdę przyjemna gra między jednym AAA a drugim.
Do przeczytania!
K.