Category Archives: Wywody i głupoty

Grudzień jako nowe określenie sezonu na ogórki

A więc grudzień. Winter is coming, hurr durr (w życiu nie tknąłem niczego związanego z Grą o Tron, ale samo powiedzonko jest cool, więc kto mi zabroni). Wszyscy czekają na wymarzone prezenty na gwiazdkę, każdy chce dostać nowego ipada, xboxa, gameboya albo pudełko śniadaniowe z tym śmiesznym japońskim kotem. Ja jednak chciałbym w grudniu przede wszystkim świeżych, ciekawych gier. Zwłaszcza że teraz, na chorobowym, mam bardzo dużo czasu, i zamiast zagrywać się w Mars: War Logs (które szczerze polecam, to pierwsze action RPG od czasów Kotora które da się ugryźć na dłużej niż dwie godziny tak, żeby nie zwymiotować później ilością debilizmów fabularnych) wolałbym dostać jakieś soczyste, AAA-mięsko. Postanowiłem więc trochę ponarzekać. Wbijam na kalendarz GOL-owych premier, i niech zacznie się wyliczanka!

02 grudnia – Gra o Tron: The Gra czyli kolejna seria przygodówek (mniej więcej dwudziesta na przestrzeni trzech lat) od Telltale w której drugi odcinek zagrają tylko i wyłącznie recenzenci, bo Season Pass jest idiotycznie drogi, a do premiery ostatniego epizodu pojawi się w bundlach, na promocji w PSN, będzie dorzucane do Kinder Niespodzianek a Krzysztof Ibisz zdąży zrobić z tego serię let’s playów. W międzyczasie Telltale rozpocznie jeszcze serie Star Wars Adventure Game, The Walking Dead Alternative Story, trzepnie dwa sezony Hectora, cztery Wolf Among Us i zgarnie tysiąc branżowych nagród które #nikogo.

02 grudnia – The Crew . Grę wydaje Ubisoft = Nie kupuj na premierę, choćby gra kosztowała równowartość paczki fajek, a w bonusie do preorderu chcieliby dorzucić Corvettę (taką w grze, nie prawdziwą). Jeżeli kogokolwiek interesuje ściganie się samochodami po mapie USA w “ekipie” (to rzeczywiście brzmi idiotycznie w porównaniu do twardego, amerykańskiego “Crew”) to najlepiej poczekać z rok aż wszystko spatchują, wydadzą GOTY i zapowiedzą sequel. Wtedy już na pewno będzie wiadomo że z grą nie stanie się nic złego. Rzecz jasna poza wyłączeniem serwerów, które nastąpi najpewniej z okazji premiery następnej części!

02 grudnia (05 grudnia w PL) – Disney i Japońskie Bajki wersja 2014 HD Turbo Ultra Remix. Następne części Kingdom Hearts w wersji na stare konsole, których zdążył się już prawie każdy pozbyć. No ale kto nie chce walczyć ze złem w jRPGu u boku Kaczora Donalda! Na dodatek możecie zagrać na swojej PS3 w ekskluzywny tytuł dla PSP! Wow!

Poza tym drugiego wychodzi kolejny dodatek do BF4, który chyba wciąż nie działa i nikt już w niego nie gra #czekającnahardline

09 grudnia 2014 – Alien Shooter feat. Tomb Raider: Temple of Osiris
bk2xx
Stwiedziłem że nie będę sobie psuł humoru patrząc na Larę z góry, skoro nie będę mógł popatrzeć na nią na PS4 z bliska i z większą ilością polygonów w miejscach krytycznych. Pfu, Squeenix, pfu.

16 grudnia – Raven’s Cry – Poland Stronk. Gra akcji o piratach która WCAAALE nie wygląda jak DLC o piratach do RPG tego samego studia (Reality Pump). Premiera przesuwana jakieś trzysta razy i całkowity brak promocji gry ze strony wydawcy chyba nie świadczy najlepiej o samym tytule.
EDIT: W międzyczasie wydawca znowu przesunął premierę, tym razem na 28 stycznia. Zaorać.

16 grudnia – Elite Dangerous – Chyba jedyna nadzieja w tym miesiącu. Gra o lataniu statkiem w kosmosie, świat i ekonomia gry zmieniająca się w zależności od graczy. Always-online, ale nikogo to już chyba nie obchodzi. Przynajmniej data premiery dobra dla gry.

18 grudnia – MGS V wersja demo dla pecetów – W końcu, łaskawie pozwolono pecetowcom liznąć geniuszu Metal Gear Solid, więc zapewne za jedyne 20 euro będą mogli przez godzinę jarać się niesamowitym demem technologicznym piątej części. Super sprawa, co nie?

I wreszcie..

23 grudnia – Alone in the Dark: Illumination
tumblr_lwnxjuonGm1r467xno1_500
Kurtyna.

Opóźnione w rozwoju podsumowanie generacji // Binary Domain, EDF i Nietoperze

W końcu. Po czterech miesiącach od premiery PS4 w Polsce, stałem się dumnym posiadaczem tej świetnej konsoli, a Sony zadbało, żebym nie umarł z nudów czekając na inFamous: Second Son i wrzuciło do pudełka z konsolą Killzone’a, bym mógł wieczorami postrzelać do Helghastów. Więc skoro już oficjalnie rozpocząłem nową generację, to mogę podsumować, co mi się podobało w mijającej!
Siódma generacja konsol zaczęła się dla mnie dość późno. Do 2010 roku jedynym urządzeniem jakie posiadałem, poza starym pecetem, było PSP. Nie byłem wtedy jeszcze do końca świadomy growo, więc grałem we wszystko co wpadło w ręce, i było związane ze Star Wars, Indianą Jonesem albo klockami LEGO. Gry na licencjach i FIFA, to było wszystko w co grałem do 2010 roku. Potem nadszedł czas PS3. Przestały mnie bawić platformówki i zacząłem szukać ciekawych, mało znanych gier w które mógłbym zagrać na mojej czarnulce. Z pomocą często przychodziło nieodżałowane Neo+, i rozpadający się na naszych oczach niezgrani.pl. Ilość pozycji które ograłem na tej generacji nie była może szczególnie duża, ponieważ od 2012 zacząłem więcej grać na pececie w różne indyki, ale na pewno kilka gier zapamiętam na bardzo długo.

Gra generacji: Binary Domain
W dniu premiery potraktowałem Binary Domain jako japońskiego klona Gears of War, podśmiewając się na różnych forach z wygórowanej moim zdaniem ceny. Recenzje też nie były jakoś szczególnie zachęcające. Padały siódemki, szóstki. Typowy średniak. Jednak o grze Toshihiro Nagoshiego przypomniał mi po pewnym czasie Cascad w swoim podsumowaniu roku na niezgranych. Akurat Binary Domain było do kupienia za cztery dyszki w ultimie, więc wyciągnąłem ostatnie pieniądze (tak naprawdę to nie, ale musi być trochę dramaturgii) i kupiłem jedną z najlepszych pozycji w jakie było mi dane zagrać. Niesamowicie dynamiczny TPS, z zakręconą, fantastyczną fabułą, doskonale nakreślonymi postaciami, wyróżniającą się jak na konsole oprawą graficzną. I finał. Sekwencja walk, dyskusji i rozstrzygnięć. Szkoda tylko że w epilogu pozostała furtka do sequela, którego raczej nigdy nie zobaczymy. Binary Domain na konsolach zeszło w ilości 420 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, i choć jest moją grą generacji, przykładem perfekcyjnego balansu między rozgrywką i fabułą, to przez wielu pozostała niedoceniona, albo niezauważona. Smutek.

Gra którą kocham całym serduszkiem, ale nie potrafię w nią grać: Earth Defense Force
Gdy zobaczyłem recenzję Earth Defense Force: Insect Armageddon autorstwa Gulasha w którymś z numerów NEO+, zajarałem się jak małe dziecko widzące stertę cukierków. Kosmiczny komandos, wielkie robale i otwarty świat? Brzmiało jak zaproszenie do świetnej zabawy! Problem w tym, że cena wersji na PS3 mocno przekraczała mój budżet z tamtych czasów, i ostatecznie wybrałem nowego Batmana (co też nie było złą decyzją). Niedługo później z pomocą przyszła indiegala, oferując Earth Defense Force w wersji na PC za garść dolarów. Port na PC niestety był skopany po całości. Niski framerate, dużo bugów i ogólna bieda. Trochę pograłem, postrzelałem, bawiłem się świetnie, ale wiedziałem że to nie jest to, czego oczekuje, i gry o wielkich robalach należy ogrywać na PS3. Do dziś czekam na konkretną promocję na EDF, i chyba prędzej kupię kolejną część, niż się doczekam.
Najlepsza seria tej generacji: Batman: Arkham Series
Ale to już w sumie wiecie, że Batmany są spoko. Ale ja zaczynam dochodzić do wniosku że to Arkham Origins było najlepsze z dotychczasowej trylogii. Bo fajnie poprowadzona fabuła, mało znany nietoperz, lepiej przemyślany system zagadek Riddlera, no i Firefly (<3 <3 <3), z którym chcę osobną grę, nieważne czy będzie w niej protagonistą czy antagonistą. Po prostu chcę. Oczywiście, wątek Deathstroke'a jest popsuty i kończy się równie mało efektownie jak się zaczyna, walki z bossami to nie to samo co w Arkham City, a moje podejście do Origins jest inne niż wszytkich, bo nie natknąłem się nawet na jednego buga przez całe playthrough, no ale hej, ta gra zasługiwała na wyższe oceny niż 5/10, czy słynne 1/10 gamezilli. Czekam na Arkham Knight i liczę że będzie to wybitne zakończenie wybitnej serii.

Gry które kupię jeszcze raz, mimo że były w plusie: Sleeping Dogs i Hitman Absolution. Historia obu gier jest w sumie dośc podobna. SD miało być duchowym spadkobiercą True Crime, a Hitman miał być duchowym spadkobiercą.. Hitmanów. Obie pozycje miały być kontynuacjami znanych serii, pozbywając się przy okazji naleciałości z poprzedniej generacji. I tak Hitman dostał porządny cover system, a Sleeping Dogs.. po prostu było dużo lepsze. Do obu produkcji zniechęciłem się czytając pierwsze recenzje, i uznałem że nie ma sensu wydawać na nie pieniędzy. Po raz kolejny pierwsze recenzje rozminęły się z moimi gustami, bo kiedy gry trafiły do Playstation Plus, to po przełamaniu pierwszych lodów, łykałem je w kilka wieczorów. Obie były perfekcyjne, nie potrafiłem znaleźć ich wad. W Hitmanie nie przywiązywałem większej wagi do fabuły, a w Sleeping Dogs to rzekomo wadliwego systemu jazdy (do dziś nie wiem o co chodziło). Tylko tyle wystarczyło żeby znaleźć maksymalne pokłady radości płynące z rozgrywki. Po skończeniu obu gier uznałem, że kiedyś na pewno kupię ich kopie, coby tym baranom w Square Enix w końcu zaświtało w głowie że wyniki sprzedażowe nie są takie złe, i trzeba zrobić kontynuacje. Bo to zbyt dobry potencjał (No dobra, historia w Sleeping Dogs jest zamknięta, ale w sumie czemu nie zrobić prequela?)
No i to by było na tyle. W tej generacji ciągle sporo rzeczy mam do ogarnia (NieR, Genji, Anarchy Reigns, Syndicate), ale mam nadzieję że szybko się uwinę i niedługo w pełni wejdę w świat PS4 i jego nieskończonej niezłej biblioteki gier.
Do przeczytania!
K.