Kliknij X żeby nakarmić swojego ptaszka // A Bird Story i To The Moon

Celowo dodaję tylko jednego screena, wygląd nie jest tu najważniejszy.

Do najnowszego dzieła Freebird Games podchodziłem z wielkimi nadziejami. Jestem świeżo po ukończeniu To The Moon, którego zakończenie zamiotło mną podłogę, a zawiłość fabularna w tak małej grze zbiła mnie totalnie z tropu. Wiedziałem też że A Bird Story nie będzie kolejną częścią serii gier z uniwersum TTM a raczej “zapychaczem” przed owym sequelem/prequelem (z tego zadania akurat wywiązuje się doskonale, bo końcówka gry zapowiada sequel TTM).

Zanim zacznę opisywać nudną jak flaki z olejem fabułę A Bird Story postawię najważniejszy zarzut wobec tej produkcji. Brak dialogów. Wiecie co było najmocniejszym poza plot twistami punktem To The Moon? Wybitnie napisane dialogi, pełne żartów, nawiązań, a w odpowiednich momentach odpowiednio poukładane i wzbudzające w grającym silniczek każący myśleć trochę nad tajemnicami fabularnymi produkcji. W Ptasiej Opowieści po prostu tego nie ma. Wszystkie myśli i pragnienia postaci (JEDNEJ) i ptaka są wyrażane dymkami w których narysowane są przedmioty potrzebne do pchnięcia fabuły dalej.

O, coś takiego, tylko w 2D

A fabuła jest taka sobie. Mały chłopiec, średnio lubiany i przypuszczalnie na coś chory, wracając pewnego dnia ze szkoły ratuje życie pewnemu ptaszkowi, wybawiając go ze szponów krwiożerczego borsuka. Ptak po kilku chwilach znajomości pakuje mu się do plecaka, a dzieciak decyduje się na opiekę nad owym zwierzęciem po tym, jak okazuje się że wioskowa pani weterynarz z nieznanych przyczyn wyjechała (#fuckavianflu). I mniej więcej w tym momencie (koło 20 minuty gry, jakoś 30% fabuły za nami) stężenie głupoty na piksel kwadratowy zaczyna sięgać zenitu. Wykonujemy QTE żeby rozdrobnić chleb dla naszego ptaka, uciekamy przed wracającą do życia panią weterynarz zgniatając ją tak jak Mario zgniata swoich przeciwników, latamy na gigantycznym papierowym samolocie złożonym z kartek ze szkolnego zeszytu, zbijamy żółwia z gołębiem pokoju.. Rozumiem że to wszystko przenośnia, ale To The Moon potrafiło opowiedzieć ckliwą historię bez pompowania do historii twardych narkotyków. Meh.

Ogólnie rzecz podsumowując gra kończy się niesamowicie przewidywalnym happy endem i dzięki bogu zapowiedzią kolejnej pełnoprawnej gry z uniwersum TTM (I see what you did here, Freebird). Rozumiem że trzeba było jakoś to zrobić tylko.. czemu kosztuje to aż pięć euro? . Można było równie dobrze wypuścić krótkiego, darmowego wstępniaka do następnej części, wyglądającego tak jak Christmas Special do To The Moon. Bardzo kiepski ruch ze strony twórców, może i zapchali trochę czas między TTM i jego następną częścią (to już dwa lata!) ale wiele pożytecznego to nie przyniosło.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s