W kosmosie nie ma uczuć // Killzone: Shadow Fall

Skończyłem Killzone: Shadow Fall. I jestem zły na końcówkę, jak zwykle.
Żeby zademonstrować wam, jak debilne było owe zakończenie nowego dzieła nowej gry Guerilla Games, w końcowej scenie zastosuję postacie ze starej trylogii Star Wars. Lecimy.
Pamiętacie scenę z szóstego epizodu, gdy Luke rozmawia z Palpatinem na Gwieździe Śmierci II? To teraz wyobraźcie sobie, że w tej scenie, na pokład totalnie z dupy wparowuje Han Solo, zabija dwoma strzałami Imperatora i Luke’a (pomińmy w tej symulacji Vadera), a umierającemu Luke’owi mówi że chciał go chronić. Mało tego, w epilogu, bohaterskiego Hana, przemawiającego do zwycięskich Rebeliantów zabija Leia, chcąc pomścić śmierć Luke’a, dla której był nadzieją na koniec wojny. Kurtyna. Nie wiadomo co się później dzieje, czy wojna trwa nadal, czy Leia żyje dalej. Wymarzony cliffhanger? Oczywiście, tylko jedna główna postać przy życiu, możemy wymyślić całkiem nową linię fabularną! Następnej części Killzone’a spodziewam się w przeciągu roku, chyba że ktoś pójdzie po rozum do głowy, przeprosi graczy za nieporozumienie jakim jest zakończenie Shadow Fall, grzecznie wyda patcha zawierającego przynajmniej streszczone wydarzenia “po grze” i zacznie robić coś nowego.

Wyżywam się na końcówce, a tak naprawdę cała fabuła to stek bzdur. Ojejku, daliśmy złej rasie, zamieszkać na naszej planecie, na pewno nic nie kombinują. Oh, kombinują? Wyślijmy naszego uberhiperdupersuperekstra komandosa na samobójczą misję, a może jegomość spotka przez przypadek jedynego porządnego reprezentanta Helghańskiej rasy, na dodatek kobietę. Ba, ten mieszaniec przy drugim spotkaniu uwolni naszego komandosa na wolność i będzie z nim współpracować przy ratowaniu świata! To nie może się nie udać!
Co ciekawe, nie udaje się. Z jednej strony było to dla mnie zaskoczeniem, bo brak happy endu, z drugiej strony zostało to rozwiązane tak, jakby scenarzystę gonił deadline, i totalnie z dupy uśmiercił głównego bohatera. Drugim pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie postać Echo, wyróżniająca się na tle szarych komandosów, generałów czy innych wojskowych. Twarda babka, widać jak wyraźnie nakreślone są jej motywy (co kontrastuje z naszym głównym bohaterem, wypełniającym polecenia każdego bez chwili zastanowienia. No, raz się zbuntował, to go zastrzelili pod koniec gry). Nie jest też kolejnym lachonem z dużymi cyckami, bardzo na plus.Najbardziej rozbawiły mnie jednak wysiłki aktorów dubbingujących. Widać było że wszystkie kwestie były dogrywane “na kiblu, w przerwie między jedną telenowelą, a drugą”. Ten fakt smuci biorąc pod uwagę to, że wiemy, iż polski oddział Sony potrafi zadbać o porządny dubbing. W Shadow Fall był po prostu słaby.

Ale tak ogólnie to grało się bardziej na plus niż minus, mechanika strzelania jak zwykle w Killzone’ach, wyborna. Graficznie opad szczeny, ale to exclusive i tytuł startowy, więc jakby nie było ślicznie, to bym zwątpił w konsole. A no, i dronka rządziła. Chcę taki gadżet dodatkowy we wszystkich grach z masą killroomów. Więc jak wam Killzone’a dorzucą do konsoli, to grajcie, jak nie dorzucą, to szukajcie używki do 100 polskich złotych.
Do przeczytania!
K.

2 thoughts on “W kosmosie nie ma uczuć // Killzone: Shadow Fall

  1. Konrad Pietrzak

    Będę wklejał Ci ten tekst za każdym razem gdy będziesz mi wypominał moje growe preferencje. No i nie mam pojęcia czegoś się spodziewał po fabule kolejnej, generycznej strzelnianki. Gdyby jeszcze robił ją japoński developer, kto wie? Może rozumiał bym dlaczego wylewasz tu swoje żale. :)

    Reply

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s