Szybki Strzał: Crow, wersja PC

Ogólnie rzecz biorąc konwersja jednej z pierwszych gier tworzonych na iPhone’y nie brzmi szczególnie dobrze, jednak Crow ma dużo do zaoferowania. Historia którą opowiada gra od początku jest bardzo tajemnicza i zapowiada się niezwykle dobrze, a samej rozgrywki nie można się przyczepić. Muzyka to prawdziwy majstersztyk. Szkoda tylko że warstwa graficzna została podciągnięta “na odczepnego”. Biorąc jednak pod uwagę że Crow w momencie premiery na steamie będzie kosztował tylko 4 euro warto się zastanowić nad daniem szansy.

Szybki strzał: Tiny Keep

Szybki strzał to nowy, bardziej wygodny dla mnie styl wrzucania informacji o nowych, świeżych indykach. Od dziś z każdej ciekawej produkcji będę robił gameplay z pierwszych 15-30 minut rozgrywki i pisał na blogu, czy w tej chwili warto w nią zagrać.
Jedziemy

Moim prywatnym zdaniem Tiny Keep jest świetną produkcją. Możliwość chodzenia po praktycznie całkowicie zniszczalnym i pełnym ragdolli dungeonie, permadeath i świetny soundtrack? Szczerze polecam, zwłaszcza że gra na steamie znajduje się w tej chwili w promocji i kosztuje 8 euro.

EXTERMINATE! // Beton – Freaking Meatbags #1

Game-Logo

Gra: Freaking Meatbags
Developer: Wild Factor
Faza: Bliżej nieokreślona alpha
Gdzie kupić: Steam (9 euro)
Poprzedni raport: Brak

Zaczynam nietypowo. Na pewno wielu z was grało kiedyś w KotORa, jak i jego sequel, czyli Sith Lords. Jednym z bohaterów, który mógł dołączyć do naszej drużyny był HK-47, robot zabójca, nienawidzący ludzi i posiadający własną świadomość. Otwarcie nazywał wszystkie istoty humanoidalne “Workami na mięso”, mimo że pomagał głównemu bohaterowi który przecież był człowiekiem, i jak się później okazuje, jego stwórcą. Osobiście jestem wielkim fanem postaci HK-47 i pewnie jeszcze długo żaden bohater drugoplanowy nie zrobi na mnie takiego wrażenia jak ten zabójczy, arogancki robot.

Dlatego gdy zobaczyłem na steamie produkcję której tytuł od razu przypomniał mi o jednej z moich ulubionych postaci z Expanded Universe, to poważnie się zainteresowałem. Freaking Meatbags jest osadzone w dalekiej przyszłości, w której wyższą rasą są roboty. Jesteśmy pracownikiem robociej korporacji, który zostaje wysłany do układu słonecznego, po to aby wydobyć z osadzonych w nim planetach wszystkie “niezbędne surowce”. Oczywiście jak zwykle nie wszystko idzie tak, jak powinno i zamiast spokojnie zająć się wydobyciem jesteśmy atakowani przez tabuny “dzikich robotów”. Na szczęście jednak na każdej planecie spotykamy ludzi i inne humanoidy, niezwykle skore do uległości, i możemy skupić się na obronie bazy, podczas gdy oni jak mróweczki będą nam przynosić na statek potrzebne minerały.

Tak, dokładnie, Freaking Meatbags to połączenie strategii w stylu Castle Story z klasycznym Tower Defense. Pomysł nie jest zbyt oryginalny, obronę bazy wydobywczej mogliśmy zobaczyć chociażby w Nom Nom Galaxy, tyle że tam oprócz obrony sami musieliśmy wydobywać surowce. Nie wychodziło to jakoś świetnie i często frustrowało. We Freaking Meatbags natomiast element Tower Defense jest tym najbardziej rozbudowanym. Z każdą poznawaną planetą odkrywamy kolejnych przeciwników i kolejne elementy uzbrojenia, które pozwolą nam uniknąć zniszczenia bazy, co doprowadzi do porażki.

Resource-management

Przegrać możemy też w momencie w którym wszystkie jednostki pod naszym dowództwem zostaną zabite. AI humanoidów pozostawia wiele do życzenia i bez większego problemu pakują się pod lufy dwa razy większych zdziczałych robotów. Ba, nawet w drodze po surowce z bazy nie obierają różnych ścieżek, tylko poruszają się jak pociągi, jedną, wyznaczoną trasą. Co prawda zmienia się to wraz z upgrade’ami, które są kolejną rozbudowaną rzeczą we Freaking Meatbags. Za pomocą specjalnej maszyny mieszamy DNA dwójki naszych podwładnych, i uzyskujemy “silniejszą” wersję humanoida. Po dłuższej chwili rozgrywki ilość kombinacji DNA jest duża, i często zaskakuje (oczywiście jeżeli nie zaglądamy do podpowiedzi).

Oprawa graficzna i dźwiękowa stoją na przyzwoitym poziomie. Nie przekszadzają ani jakoś szczególnie nie zaskakują. Ładnie wyglądają animacje wrogich robotów, zresztą tak jak i głównego bohatera. Dobrze wykonany pixelart z paroma niepotrzebnymi shaderami.

Czy w obecnej fazie rozwoju Freaking Meatbags jest warte uwagi? Jeżeli jest się fanem Tower Defense, jak najbardziej. Gra dostacza sporo rozrywki, choć myślę że w trochę mniej rozbudowanej wersji byłaby idealna na smartfony, a nie pecety. Tutaj są o wiele bardziej rozbudowane strategie, a i lepszych Tower Defense nie brakuje. Mam jednak wrażenie że gra w miarę rozwoju pokaże pazury i będzie dla mnie czymś więcej niż zapychaczem czasu.
Do przeczytania!
K.

Poproszę po jednej // Fract OSC


Gra: Fract OSC
Developer: Phosfiend Systems
Faza: Full Bayer
Gdzie kupić: Steam (15 euro)

No, więc po cichu ograłem sobie Fracta. Nie przeszedłem oczywiście całości, jak to zwykle bywa w moim przypadku, bo wyżarło mi sejwy. Uznałem że chrzanię taką robotę, i jeżeli gra sama nie chce żebym w nią grał, to łaski bez. (Pozdrawiam Grema!).

Pierwsza pełnoprawna produkcja Phosfiend Systems jest kolejną grą “eksploracyjną” w której podróżujemy po “artystycznie wykonanym” (w sensie, nie mieliśmy hajsu na inny silnik graficzny niż Unity, więc damy duży kontrast kolorów, masę krzywizn i powiemy że sztuka) świecie rozwiązując zagadki. Wymagają one od nas albo bardzo dobrego zmysłu muzycznego, albo dzikiego farta. Ja niestety nie należę ani do pierwszej, ani do drugiej grupy ludzi, więc pierwsze zderzenie z puzzlami we Fract’ie zakończyło się bezsensownym klikaniem po całym ekranie przez ~10 minut i sięgnięciem po poradnik. Takie życie, może innym pójdzie z tym lepiej. Jeszcze gdyby tym zmaganiom towarzyszyło sensownie wykonane sterowanie, to pomęczyłbym się te dodatkowe pięć minut. Nie jest, przechodzenie do “trybu rozwiązywania zagadek” jest na maksa udziwnione (PPM i podczas rozwiązywania zagadki nie możesz się poruszać). Podobno na padzie nie działa to tak źle, ale sterowanie w układzie myszka+klawiatura słabuje.

Dodatkowo nie powala oprawa graficzna. Jasne, jest parę ładnych widoczków, nie uświadczyłem też żadnych loadingów przy sporym świecie gry, ale twórcy chyba sami zorientowali się że nie ma co pokazywać, i zamiast “eksplorować” po świecie Fracta przemieszczamy się siecią teleportów. Miło, nie muszę po raz setny oglądać białych ścian maźniętych fioletową farbą tworzących tą słynną sztukę. Teren rozgrywki jest skonstruowany w taki sposób, że wszędzie da się dotrzeć tylko jedną drogą. Wystarczy najmniejszy błąd, blokada w ścianie (co zdarza się nadmiernie często) i jesteśmy zmuszeni do drałowania w kierunku najbliższego teleporta, a potem przeciskania się po raz enty przez windy, zapadnie, kładki. Może wkurzyć.

Jednym z niewielu pozytywnych zaskoczeń w grze Phosfiend jest studio muzyczne, do którego dostajemy dostęp na początku rozgrywki, a kolejne jego elementy odblokowujemy z postępem rozgrywki. Można sobie potworzyć własne kawałki. Świetna sprawa, szkoda tylko że aby w pełni korzystać z uroków studia, trzeba przedrzeć się przez wszystkie, wymagające słuchu zawodowego muzyka albo poradnika zagadki. i jak się okazało, wszystkie elementy potrzebne do tworzenia w studiu można odblokować bez przebijania się przez zagadki. (Dzięki wielkie Raffael)

Czy polecam? Niestety, chciałbym, ale nie mogę. Fract jest kolejną exploration game, w której dzieje się tak niewiele, że szkoda patrzeć. Jeżeli znacie się na muzyce, to kiedyś możecie łyknąć w promocji. W innym wypadku nie tykajcie, bo się poparzycie.

Ogłoszenie parafialne 14-05-14

Kurde, długo mnie nie było. W sumie nie wiem czemu, miałem trochę mniej czasu na pisanie. Ale teraz już będę. W najbliższym tygodniu pojawią się dwie zaległe recenzje (Life Goes On oraz FRACT OSC). Potem będę się starał coś pisać przez wakacje. No i mam w planach jedną niespodziankę związaną z #branża.
Do (miejmy nadzieję jak najszybszego) przeczytania!
K.